Miesięczne archiwum: Grudzień 2015

Życzenia Świąteczne

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzymy wszystkim pacjentom, rodzicom, współpracownikom wszystkiego co najlepsze, zdrówka, cierpliwości,     nadziei na lepsze jutro 

oraz pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku 2016

Kadra i Społeczność Marianówka

Marianówek na Giewoncie

Marianówek na Giewoncie

Złota Polska jesień to idealny moment na wyprawę w Polskie góry. Od paru lat społeczność Marianówka jeździ w okresie jesiennym w Tatry. Jest to grupowy wyjazd, obowiązkowy prawie dla każdego członka. Jest to niepowtarzalna okazja by zobaczyć wspaniałe widoki i spędzić kilka dni w rodzinnej atmosferze w świeżo odnowionym schronisku w Dolinie Roztoki.
Pierwszy dzień dla niektórych to wielkie wyzwanie. Po dwunasto godzinnej podróży autokarem pada hasło „wychodzimy”. Jednak każdy znajdzie coś dla siebie. Organizowane są wyprawy krótsze i lżejsze dla mniej wymagających, ale znajdą się też trasy dla miłośników ekstremalnych przeżyć.
Kozi Wierch znajduję się na wysokości 2200 m n.p.m. To tam postanowiłem wybrać się pierwszego dnia. Wyruszyliśmy około godziny dwunastej, a nasza ekipa liczyła szesnaście osób. Szlak prowadził nas w górę przez cztery godziny. W Dolinie Pięciu Stawów, która znajduje się w połowie drogi zrobiliśmy przegrupowanie. Kanapka, czapka, rękawiczki i dalej do przodu. Po dotarciu na szczyt mogliśmy jedynie podziwiać śnieg leżący u naszych stóp ponieważ całe niebo zaszło mgłą. Zejście okazało się trudniejsze niż sądziliśmy. Do schroniska dotarliśmy już po zachodzie słońca. Cali, zdrowi i zadowoleni.
Dzień drugi to grupowy wyjazd na stronę słowacką. Wyprawa do Chaty Teyrego. Droga w górę ciągnęła się przez pięć godzin, ale wynagradzała nam to zjawiskowymi widokami. Po dotarciu do Chaty ogrzaliśmy się, zjedliśmy kanapki i wypiliśmy po kubku gorącej czekolady – pycha ! W międzyczasie kilkoro śmiałków wyruszyło dalej zdobywać górskie szczyty. Powrót znów okazał się bardziej mozolny niż można było oczekiwać, ale w wesołej atmosferze i z uśmiechami na buziach znów dotarliśmy wszyscy cali i zdrowi do domu.
Giewont nie jest najwyższym szczytem Polski, ale też robi wrażenie i jest atrakcją dla wielu wędrowców. To właśnie tam udałem się trzeciego dnia. Wędrówkę na „śpiącego rycerza” rozpoczęliśmy w Kuźnicach. Pogoda nam dopisała, humory również nie wspominając już o widokach. Ostatni etap wędrówki na szczyt składa się z kilku minutowej wspinaczki przy pomocy łańcuchów przytwierdzonych do skał. Pokonana odległość i wykonany wysiłek przynoszą upragnioną satysfakcję. Na wysokości ponad 1800 m n.p.m. znajdujemy się ponad chmurami. Widoki są piorunujące, ale radość z samego siebie nie ma końca.
Przez cały wyjazd myślałem o tym, żeby wejść na Rysy – najwyższy szczyt w Polsce. W końcu przedostatniego dnia znalazła się szansa. W kilku osobowej grupie wyruszyliśmy koło godziny jedenastej. Do Morskiego oka dotarliśmy w chwilę zostawiając w tyle wszystkich turystów. Szybka przerwa w schronisku i dalej do góry w stronę Czarnego Stawu. Stamtąd zostały nam już tylko trzy godziny drogi. Moja ekscytacja wzrastała. Wtem niespodziewanie spadł deszcz. Nasz opiekun zawrócił wyprawę. Zdenerwowanie, rozżalenie oraz irytacja towarzyszyły nam aż do powrotu do schroniska.
Po czterech dnia pełnych przygód, rozmów, śmiechów i przebytych kilometrów nastała pora na powrót do Marianówka. Wesoła kompania dotarła bezpiecznie w ciszy i spokoju w piątek wieczorem.
Tatry pozostawiły niedosyt w moim życiu i zamierzam tam wrócić i zdobyć Rysy. Mam cichą nadzieję, że będę mógł to zrobić za rok ze społecznością Marianówka.
Mateusz Slósarski